• Dorian

Gość z aparatem na ślubie. Czy to może się udać?

Na ten ślub, zostaliśmy razem z Żoną zaproszeni jako goście. Normalnie idąc na wesele jako gość, a nie w charakterze fotografa, nie zabieram ze sobą aparatu. Fotograf wynajęty przez Państwa Młodych powinien w zupełności zaspokoić ich potrzeby, a ja chcę po prostu móc się bawić na luzie, nie stresować pracą i po prostu odprężyć.

Fotografia jest moją pasją, uwielbiam robić zdjęcia ślubne i zawsze nie mogę się doczekać kolejnej okazji do fotografowania najważniejszych chwil dwójki zakochanych w sobie osób. Praca jako fotograf ślubny to jednocześnie ogromna odpowiedzialność. Od rana do nocy trzeba funkcjonować na 110% i być praktycznie cały czas skupionym na zadaniu uwiecznienia wszystkich chwil tego dnia. Ciągle zmieniające się warunki oświetleniowe, dynamiczna akcja i konieczność bycia zawsze "krok przed", powoduje siłą rzeczy stres. W końcu drugiej okazji na zrobienie zdjęć nie będzie.


W przypadku ślubu i wesela Marleny i Adriana, od razu pomyślałem, że mimo tego, że nie będę tam w charakterze fotografa, chciałbym zabrać ze sobą aparat. Duże, eleganckie wesele w świetnym lokalu jakim jest Hotel Łańcut. Dopracowane detale wystroju kościoła jak i samego lokalu. W kościele świetna oprawa muzyczno-wokalna. Suto zastawione stoły i piękne wnętrza dobrze doświetlonego naturalnym światłem lokalu w Łańcucie. Młodzi nie prosili mnie o to, żebym zabrał ze sobą aparat. Sam się wychyliłem i nie żałuję.


Będąc drugim, a nawet trzecim fotografem (u Marleny i Adriana była dwójka fotografów), można się niemal całkowicie wyluzować. Stojąc z boku można złapać momenty, które dzieją się poniekąd z dala od centrum akcji. Normalnie ciężko byłoby te momenty wyłapać, bo przecież najważniejsze dzieje w najbliższej okolicy Pary Młodej. Zawsze podczas pracy jako fotograf ślubny staram się zajrzeć w różne zakamarki i fotografować dalsze otoczenie, Zawsze jednak z tyłu głowy mam, że w pewnych momentach powinienem być tam, gdzie Państwo Młodzi mnie potrzebują. Zakładanie obrączek, przysięga małżeńska, wyjście z kościoła, pierwszy taniec, podziękowania dla rodziców- to tylko niektóre z tych momentów, które Państwo Młodzi chcą mieć na zdjęciach zawsze.

W przypadku tego ślubu, nikt nie wymagał ode mnie fotografowania tych momentów. Ba! Na zdjęciach nie mam nawet przysięgi (uważnie jej wtedy słuchałem stojąc w ławce w kościele z aparatem odłożonym obok). Nie chciałem wchodzić w paradę dwóm zespołom fotografów i filmowców, bo oni za swoją pracę otrzymywali wynagrodzenie i byli rozliczani z materiału.

Również na weselu stojąc pomiędzy zaproszonymi gośćmi fotografowałem akcję "z boku" mogłem skupić się na emocjach Pary Młodej i gości. Świetny występ niezawodnej Klaudii Ciupak- akrobatki, która strzela z łuku używając swoich nóg i jednocześnie stojąc na rękach (!) to show którego nie da się zapomnieć. Szczera radość a momentami łzy szczęścia podczas pokazu filmu przygotowanego Przez Marlenę i Adriana dla rodziców i gości.


Pięknie dziękuję za to, że mogłem uczestniczyć w tym wspaniałym dniu. Mam nadzieję, że zdjęcia które udało mi się złapać wywołają Wasze wspomnienia. Mnie nauczyły na pewno, nieco innego podejścia do fotografowania ślubów. Od teraz będę się starał spędzać jeszcze więcej czasu "na obrzeżach", wyłapując jeszcze więcej ciekawych chwil.


Życzę szczęścia!