• Dorian

Tajlandia okiem fotografa- Palmy, woda, krajobrazy i dżungla.




W tej części mojej fotograficznej relacji zapraszam Was do zobaczenia jak wygląda ten kraj od strony walorów naturalnych, przyrodniczych i krajobrazowych. Pod tym względem, Tajlandia zdecydowanie jest jednym z najatrakcyjniejszych regionów na świecie. Piękne plaże oraz wyrastające z wody ogromne skały, o niemal pionowych ścianach, bujna roślinność i woda o pięknych kolorach.

Na zdjęciach prezentowanych w poniższej galerii będzie nieco mniej zdjęć architektury, kultury i religii a znaczną większość będą stanowiły zdjęcia przyrody, morza i krajobrazów.

Tak jak pisałem w drugiej części to nie jest blog podróżniczy to blog fotograficzny więc nie spodziewaj się wyczerpujących informacji turystycznych, ani zbyt wielu wskazówek dotyczących podróżowania. Będą za to zdjęcia i będzie ich dużo. Chronologia wydarzeń nie jest zachowana, ale starałem się w miarę tematycznie wrzucać zdjęcia.









Krajobrazową część podróży rozpoczęliśmy w południowej części Tajlandii, a dokładniej w Prowincji Krabi. To właśnie tam można zobaczyć niesamowite góry wyrastające z wody, które kojarzą się z filmem Avatar.

Jest to znak rozpoznawczy Tajlandii i robi ogromne wrażenie.

Pierwszego dnia pobytu w tej części kraju, udaliśmy się na niezwykłą Railay Beach. Jest to duża plaża otoczona skalistymi ścianami i bujną roślinnością po której cały czas skaczą małpy, czekające tylko aby skoczyć Ci na głowę i zabrać jedzenie.


Pamiętaj, żeby nigdy nie skakać ze padochronem z tego punktu widokowego



Następnym miejscem które chcieliśmy zobaczyć był punkt widokowy. Długo będziemy wspominać wyjście na tą stosunkową małą górkę. Szlak do punktu widokowego to ścianka po której płynie błoto i do dyspozycji masz linę, z której korzystają zarówno schodzący w dół, jak i idący do góry. Następnie wchodzisz w dżungle, a nad głową ciągle skaczą szalone małpy.

Paulina po zobaczeniu tego „szlaku” była skłonna odpuścić, jednak użyłem zawsze działającej metody, aby mimo wszystko poszła dalej.

Wystarczyło kilka razy powiedzieć „Na pewno nie dasz rady wyjść na górę” na co Paulinka zareagowała zgodnie z moimi oczekiwaniami.










Przechadzając się wzdłuż plaży napotykamy taką o to małą jaskinię zawierającą sporą kolekcję kolorowych akcesoriów. To Princess Cave czyli Jaskinia Królewny.

Legenda głosi, że w tej jaskini znajduje się duch księżniczki, która zaginęła na morzu. Mieszkańcy twierdzą, że księżniczka oczekuje takich prezentów, ponieważ w dniu zaginięcia była dziewicą. Każdy kto przynosi dar stara się, aby był okazały i wielobarwny, dzięki czemu księżniczka wynagrodzi mu składaną ofiarę.

Widać, że drewniane ofiary są składane przez osoby z całego świata.



Gdy dotarliśmy na punkt widokowy, naszym oczom ukazał się widok jak z innej planety. Miejsce jest naprawdę przepiękne. Bujna tropikalna roślinność, wielobarwne ptaki ćwierkające na drzewach i małpy chodzące zaraz obok turystów. To wszystko sprawia, że czas się zatrzymuje i chce się tam zostać na zawsze.



Uśmiech na twarzy Pauli mówi sam za siebie

Railay Beach to piękna duża plaża a przy tym bardzo malowniczo położona.

Tutaj akurat tylna część plaży podczas odpływu.



A tutaj już plaża w całej swej okazałości

Paulina też




Panorama widziana z wody. Dość daleko można odejść do brzegu nie zanurzając się bardziej niż po pas.





W Tajlandii jest bardzo dużo bezpańskich psów. Na początku obawialiśmy się, gdy przechodziły obok nas stada dużych i małych czworonogów. Okazuje się jednak, że są zupełnie niegroźne. Najczęściej tylko obwąchują turystów, jakby chciały sprawdzić z jakiego kraju przyjechałeś.


Do Polaków nic nie mają.





Kolejnym miejscem które chcieliśmy zobaczyć była Hong Island. Popłynęliśmy tam speedboatem i okazało się że to miejsce gdzie „piaseczek jest najlepszy na świecie” a kolorowe rybki pływają tuż przy brzegu. Jak widać Paulina nawet nie chciała wychodzić i cieszyła się jak dziecko.



Następnie wpłynęliśmy do Lagoon of Hong Island. Wpływając przez ten przesmyk do laguny wszyscy pasażerowie byli bardzo podekscytowani . To miejsce było tak niezwykłe, że postanowiliśmy tam szybko wrócić kajakiem.

Mieliśmy chwilę wolną na wyspie Hong, więc wypożyczyliśmy sobie kajaczek i popływaliśmy po okolicy.

Na kajak aparatu nie brałem.





Kolejnym celem podróży był słynny archipelag Phi Phi. Popłynęliśmy tam z Krabi promem co zajęło 2 godziny. To bardzo popularne i piękne miejsce, ale zdecydowanie zbyt zatłoczone. Po zejściu z promu wchodzisz w tłum ludzi.

Nasz nocleg też nie wyglądał bajkowo, a kosztował tyle co fajny hotel w Krabi.


Odpływ widoczny na plaży na Phi Phi



Maya Bay (był tam kręcony film z Leo Di Caprio). Obecnie plaża jest zamknięta i nie da się na niej "wylądować". Powodem było nadmierne zaśmiecanie plaży przez turystów i degeneracja środowiska wynikająca z dużej ilości turystów, która na ową plaże przypływała.

Moim prywatnym zdaniem (ekologiem nie jestem), nadmierne zaśmiecenie plaży to wina nie tyle turystów co władz. Wiadomo, że w takie miejsca przypływa cała masa ludzi, którzy mają wywalone na pewne rzeczy, ale jeśli na miejscu byłyby służby, które cały czas pilnują porządku ora odpowiednia infrastruktura, to problemu by nie było. Są inne miejsca, w których działa to świetnie i mimo obecności dużej ilości turystów, jest porządek i ład. Dużo opróżnianych regularnie koszy na śmieci i monitoring powoduje, że jest po prostu czysto.

Maya Bay nawet z wody wygląda pięknie i to taki "must see" w okolicach Phi Phi.




W Zatoczce można popływać z rybkami. Są tam też rekinki, ale nie mówiłem Pauli bo by się bała.

Z resztą i tak by jej nie zjadły. Chude to takie, że szkoda sensu.






Zwiedzając słynną Ko Phi Phi wpłynęliśmy też do Pileh Lagoon. Można tutaj zobaczyć wodę niczym na Malediwach, niesamowity turkus. Mimo że cała wyspa i laguna są na środku morza, jest tu na tyle płytko że śmiało można zrobić sobie spacer w wodzie po pas.

Idealnie przejrzystej na dodatek.




Monkey Beach czyli plaża małp- to atrakcja, która zapadnie nam w pamięci. Te małpy chodzące po skałach, z góry wypatrują, kto chowa ciastka. Potrafią niezauważone po cichu zejść ze skały, wskoczyć do wody, wejść po cumie na pokład łodzi i wyrwać ci całe opakowanie z ręki, po czym tą samą drogą wrócić na skałę i dumne wpieprzać ciastka patrząc na Ciebie takim wzrokiem, że czujesz się jak ostatni frajer.